Patriarchat nie był przywilejem dla każdego mężczyzny
Jakub Kotuła · Free Yourself Poland
„Mężczyźni przez wieki rządzili światem" to jedno z tych zdań, które brzmi jak fakt, a jest w najlepszym razie połowiczne. Tak, część mężczyzn miała władzę, ziemię, tytuły. Ale mówienie, że dotyczyło to „mężczyzn" jako grupy, to trochę jak twierdzić, że wszyscy Amerykanie żyją jak Elon Musk, bo jeden z nich nim jest. Przez większość historii przeciętny mężczyzna nie miał nic, nie decydował o niczym, i bardzo często nie dożywał czterdziestki.
To była hierarchia, nie płeć
Tym, co rozdawało karty w dawnym świecie, nie była płeć, tylko herb, nazwisko i miejsce w systemie feudalnym. Władzę mieli nieliczni mężczyźni z elit, a reszta ginęła na wojnach albo przy budowie zamków, żeby tę władzę utrzymać. W XIX wieku prawa polityczne miało mniej niż 5% mężczyzn, głosować mogli wyłącznie właściciele ziemscy. Kobiety i mężczyźni uzyskali prawa wyborcze w Polsce w tym samym roku, 1918, bo wcześniej ta decyzja po prostu nie należała do żadnej z tych grup, tylko do wąskiej elity. To nie była opowieść „mężczyźni kontra kobiety", tylko „nieliczni bogaci kontra reszta", bez względu na płeć.
Wojna nie była przywilejem
Jeśli udział w wojnach miał być męskim przywilejem, to warto zapytać, przywilejem czego dokładnie. W pierwszej wojnie światowej zginęło około 9 milionów żołnierzy, w drugiej ponad 25 milionów mężczyzn, w większości między 18 a 24 rokiem życia, bez wykształcenia, bez wyboru, czy chcą tam być. Nikt ich nie pytał o zdanie, bo bycie mężczyzną oznaczało obowiązek. To nie był przywilej, to była masowa, przymusowa utrata życia w wieku, w którym większość z nich nie zdążyła nawet się zakochać.
Praca, która zabijała powoli
Poza wojną była jeszcze codzienna, śmiertelna robota, kopalnie, huty, budowy, która zabierała mężczyznom zdrowie i lata życia równie skutecznie. Przeciętny robotnik na przełomie XIX i XX wieku pracował 14 do 16 godzin dziennie, sześć czy siedem dni w tygodniu, bez zabezpieczeń i bez urlopów. W Polsce lat 30. mężczyźni żyli średnio około 10 lat krócej niż kobiety, głównie dlatego, że umierali w pracy, w kopalniach, hutach i przy budowach infrastruktury, z której cała reszta społeczeństwa korzysta do dziś. Nadal większość zawodów o najwyższej śmiertelności wykonują mężczyźni, i nadal nikt nie robi z tego tematu równościowej kampanii.
Zobacz cały odcinek na YouTube
Ten tekst powstał na bazie odcinka na kanale Free Yourself Poland, obejrzyj go w całości.
Dziedzictwo, które dziś wygląda inaczej
Dzisiejszy odpowiednik tej hierarchii nie jest już o wojnach czy kopalniach, ale mężczyźni wciąż częściej niż kobiety giną w wypadkach przy pracy i wciąż odbierają sobie życie kilkukrotnie częściej. W sądach rodzinnych pełną opiekę nad dzieckiem dostaje ojciec w mniej niż 5% spraw, a większość ojców po rozwodzie ma ograniczony kontakt z dzieckiem, nie zawsze dlatego, że na to zasłużyli. Mówienie facetowi, który się z tym zmaga, że ma „historyczny przywilej", niewiele mu pomaga i niewiele wyjaśnia.
Po co w ogóle o tym mówić
Nie chodzi o to, żeby licytować się, kto historycznie miał gorzej, ani żeby zaprzeczać, że kobiety przez wieki miały bardzo ograniczone prawa i możliwości, bo miały. Chodzi o to, że zbiorowa etykieta „uprzywilejowany, bo mężczyzna" nie pasuje do pracownika kopalni, żołnierza z okopów czy ojca walczącego dziś o kontakt z dzieckiem. Skala historycznej krzywdy była ogromna po obu stronach, tylko rozłożona inaczej, niż sugeruje uproszczona narracja, którą łatwo streścić w jednym zdaniu na Instagramie.
Dziedziczone przekonania o tym, kim „powinieneś" być jako mężczyzna, kształtują Twoje decyzje bardziej, niż myślisz. System „Zanim znowu coś spieprzysz" pomaga rozpoznać, które wzorce są naprawdę Twoje, a które tylko odziedziczyłeś.
Zobacz system „Zanim znowu coś spieprzysz"Świat nie potrzebuje kolejnej rundy w sporze o to, kto cierpiał bardziej. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią przyznać, że krzywda nie zawsze dzieliła się według płci, tylko według tego, kto miał władzę, a kto był do jej dyspozycji, i którzy z tej wiedzy wyciągają wnioski, zamiast szukać w niej kolejnego powodu do wojny.
