Mizoandria: kiedy niechęć do mężczyzn staje się normą
Jakub Kotuła · Free Yourself Poland
Nie chodzi o wielki, wypowiedziany wprost transparent z hasłem przeciwko mężczyznom. Chodzi o coś subtelniejszego, żarcik w komentarzu, nagłówek w dużej redakcji, scena w serialu, gdzie kolejny mężczyzna jest albo agresorem, albo nieudacznikiem, z którego warto się pośmiać. Pojedynczo to prawie nic. Razem, dzień po dniu, buduje przekaz, że męskość jako taka jest problemem do rozwiązania, a nie po prostu jednym ze sposobów bycia człowiekiem.
Podwójne standardy, które trudno nazwać
Kiedy kobieta mówi o krzywdzie, zwykle spotyka się to ze wsparciem, i słusznie, bo krzywda zasługuje na wysłuchanie. Kiedy podobnie mówi mężczyzna, zdarza się, że słyszy „ogarnij się", „nie bądź miękki", albo zostaje wyśmiany za samo poruszenie tematu. To nie jest zarzut wobec współczucia okazywanego kobietom, tylko pytanie, dlaczego to samo współczucie tak rzadko obejmuje mężczyzn w analogicznej sytuacji. Ten sam wzorzec widać w pracy, mężczyzna na stanowisku kierowniczym bywa od razu podejrzany o nadużywanie władzy, a mężczyzna opiekuńczy i miękki słyszy komentarze zupełnie innego rodzaju, jakby żadna wersja nie była właściwa.
Szkoła i sąd, dwa miejsca, gdzie to widać najwyraźniej
W szkole chłopiec, który się wyrywa, bywa szybciej diagnozowany jako problem niż jako dziecko, które jeszcze nie nauczyło się regulować emocji, a te same zachowania u dziewczynki bywają czytane jako pewność siebie. W sądach rodzinnych to zwykle ojciec musi udowadniać, że nie stanowi zagrożenia, zanim w ogóle zacznie się rozmowa o realnej relacji z dzieckiem, statystyki pełnej opieki przyznawanej ojcom są bardzo niskie, nie zawsze dlatego, że na mniej zasłużyli.
Zobacz cały odcinek na YouTube
Ten tekst powstał na bazie odcinka na kanale Free Yourself Poland, obejrzyj go w całości.
Skąd bierze się ta niechęć
Często z konkretnego, osobistego doświadczenia, złego ojca, przemocowego partnera, bolesnego rozstania, które zamiast zostać nazwane jako „trafiłam na kogoś, kto mnie skrzywdził", zamienia się w uogólnienie o wszystkich mężczyznach. To zrozumiały mechanizm obronny, ale niesprawiedliwy wobec każdego, kto akurat nic złego nie zrobił, dokładnie tak samo, jak niesprawiedliwe jest uogólnianie krzywdy wyrządzonej przez jednego mężczyznę na wszystkie kobiety. Uogólnienie w obie strony daje chwilową ulgę i długoterminowo szkodzi wszystkim, którzy nie mieli z daną krzywdą nic wspólnego.
Co z tym zrobić, zamiast napędzać spiralę
Najprostsza, choć niełatwa odpowiedź to nazywanie konkretnego zachowania, nie płci. Nierówne traktowanie w artykule, w sądzie czy w rozmowie warto wskazać wprost, bez odpowiadania kontratakiem na całą grupę, bo to tylko dostarcza amunicji do kolejnej rundy uogólnień po drugiej stronie. To samo dotyczy Ciebie samego, jeśli nosisz w sobie krzywdę po konkretnej osobie, warto ją przepracować jako historię z tą osobą, nie jako dowód na to, jak działa cała płeć przeciwna.
Kiedy zewnętrzny przekaz mówi Ci codziennie, że jesteś problemem, łatwo zacząć w to wierzyć. Program 30 dni to praca nad tym, żeby budować poczucie własnej wartości od wewnątrz, niezależnie od tego, co akurat mówi o mężczyznach internet.
Zobacz Program 30 dniNazwanie problemu po imieniu nie jest wojną z drugą stroną, jest odmową milczenia. Nie musisz odpowiadać nienawiścią na nienawiść, żeby przestać ją znosić. Wystarczy przestać się zgadzać na to, że Twój ból nie zasługuje na tyle samo uwagi, co ból kogokolwiek innego.
