Miłość to nie lek na wszystko
Jakub Kotuła · Free Yourself Poland
Powiedzmy to na głos: miłość nie uleczy wszystkiego. Nie uzdrowi traumy, nie naprawi osobowości, nie wystarczy, żeby zbudować zdrową relację z kimś, kto sam siebie nie ogarnia. Winny jest w dużej mierze kult romantycznego kina, w którym on jest cierpliwy jak święty, ona rozbita jak porcelana, a na końcu żyją długo i szczęśliwie. To wygląda dobrze na ekranie. W realnym życiu, jeśli kochasz osobę z borderline, z chorobą afektywną dwubiegunową, z uzależnieniem od relacji, z nieleczoną traumą z dzieciństwa albo z lękowym czy unikowym stylem przywiązania, to nie jest historia o miłości. To jest historia o Twoim przetrwaniu.
Co kryje się pod „trudną miłością"
Psychologia nazywa te rzeczy po imieniu. Borderline to skrajna niestabilność emocjonalna, lęk przed porzuceniem, naprzemienna idealizacja i dewaluacja partnera, huśtawka nastrojów, która rozkłada psychikę osoby obok. Choroba afektywna dwubiegunowa to maniakalne wzloty i bardzo głębokie doły, jednego dnia jesteś bogiem, drugiego śmieciem. Lękowo ambiwalentny styl przywiązania brzmi: „kocham cię, ale boję się, że odejdziesz, więc muszę cię kontrolować". Unikowy styl przywiązania to: „niby jestem z tobą, ale trzymam cię na dystans, bo boję się zranienia". Uzależnienie od relacji to bycie z kimś nie z miłości, tylko z panicznego lęku przed samotnością. A nieprzepracowana trauma z dzieciństwa to moment, w którym płacisz za czyjeś dzieciństwo, którego nawet nie znałeś.
To nie znika, bo jesteś cierpliwy
To nie przechodzi z czasem jak katar. To są realne problemy psychiczne i emocjonalne, które wymagają terapii i pracy, ale nie Twojej, tylko tej drugiej osoby. Relacja z kimś, kto sam siebie nie ogarnia, sprawia, że zaczynasz mieć lęki, których wcześniej nie miałeś. Czujesz się winny za każdą jej emocję. Twoje potrzeby znikają, bo wszystko zaczyna kręcić się wokół tego, czy ona ma dzisiaj dobry dzień. Stajesz się terapeutycznym pojemnikiem, amortyzatorem, kontrolerem kryzysów, a nie partnerem.
Trauma bonding, czyli dlaczego zostajesz mimo bólu
Osoby z nieuregulowanym przywiązaniem często na początku dają iluzję absolutnej miłości, idealizują Cię, widzą w Tobie wybawcę. Dają Ci w pewnym sensie tlen. Tylko że kiedyś ten tlen się kończy, a wtedy Ty dusisz się pierwszy. Psychologia nazywa ten mechanizm trauma bonding, więź opartą na cyklu stresu i ulgi. Ciało przyzwyczaja się do skrajnych emocji, a mózg uzależnia się od kortyzolu i dopaminy. Zamiast szukać bezpieczeństwa, zaczynasz szukać emocjonalnych wybuchów, bo tylko wtedy czujesz, że żyjesz. To nie jest sałatka, która potrzebuje czasu, żeby się przegryźć, to napięcie, które z czasem staje się swoim własnym narkotykiem.
Dlaczego nie możesz być jej terapeutą
Nawet jeśli masz uprawnienia psychologa czy psychoterapeuty, nie możesz prowadzić terapii własnego partnera, bo brakuje Ci dystansu emocjonalnego, a to on decyduje o skuteczności pracy. Chcesz pomóc, kochasz, widzisz jej ból i myślisz, że jak będziesz wystarczająco dobry, cierpliwy i obecny, to się uda. To nie jest miłość, to syndrom zbawcy. I jeśli go nie zatrzymasz, prędzej czy później sam będziesz potrzebował terapeuty, tylko nie z miłości, tylko z wycieńczenia. Badania nad relacjami z osobami z zaburzeniami osobowości pokazują, że partnerzy bardzo często wpadają we współzależność emocjonalną: tłumią własne emocje, żeby nie prowokować, zapominają o granicach, stają się opiekunami zamiast partnerami i żyją w chronicznym stresie.
Granice, które zamieniają się w dym
W zdrowej relacji granice są proste: „nie mów tak do mnie", „potrzebuję przestrzeni", „nie wyciągaj starych spraw przy każdej kolejnej kłótni". W relacji z osobą z zaburzeniami każde Twoje „nie" staje się dla niej atakiem, a każde „mam dość" zdradą. Z czasem zaczynasz odpuszczać granice, żeby uniknąć kolejnej awantury, i po kilku miesiącach orientujesz się, że nie masz już własnego zdania, własnej przestrzeni ani prawa do swoich emocji. To nie jest związek, to emocjonalna kolonizacja, w której ktoś inny decyduje, co wolno Ci czuć.
Zobacz cały odcinek na YouTube
Ten tekst powstał na bazie odcinka na kanale Free Yourself Poland, obejrzyj go w całości.
Czy da się z kimś takim zbudować coś trwałego
Tak, ale pod dużym warunkiem. Relacje z osobami z borderline czy chorobą afektywną dwubiegunową mogą działać, kiedy ta osoba jest świadoma swojej diagnozy, regularnie chodzi na terapię, stosuje farmakoterapię, jeśli jest potrzebna, i przede wszystkim chce się zmienić dla siebie, nie dla Ciebie. A Ty musisz mieć granicę ze stali, własne wsparcie terapeutyczne i życie poza tym związkiem, żeby w razie kryzysu nie zatonąć razem z nią.
Lojalność a samodestrukcja
Zapytaj siebie szczerze: czy mam przestrzeń na własne potrzeby, czy moje pasje jeszcze istnieją, czy czuję się sobą, czy tylko cieniem faceta, którym byłem, zanim poznałem „miłość swojego życia". Granice to nie egoizm, to warunek Twojego przetrwania. Twoja wartość nie zależy od tego, ile razy uratujesz kogoś, kto nie chce być uratowany. Prawdziwy, wartościowy związek zaczyna się wtedy, kiedy obie osoby znają swoją wartość, a nie wtedy, gdy jedna liczy, że druga jej tę wartość stworzy.
Rozpoznanie, że wchodzisz w rolę ratownika zamiast partnera, to dopiero pierwszy krok. System „Zanim znowu coś spieprzysz", ponad 12 godzin audio i ćwiczeń, pomaga zobaczyć wzorce, które powtarzasz w kolejnych relacjach, zanim znowu zapłacisz za nie swoim spokojem.
Zobacz system „Zanim znowu coś spieprzysz"Nie chodzi o to, żeby przestać kochać albo stać się twardzielem bez serca. Chodzi o świadomość i odpowiedzialność za własne życie. Twój obowiązek to nie naprawiać drugiego człowieka kosztem siebie. Związek to partnerstwo, nie oddział ratunkowy, a Ty nie jesteś lekarstwem.
